Udało mi się przeżyć kilka kolejnych dni w wolności po obżarstwie z poprzedniej soboty, kiedy to żarłam w nocy.. Wszyscy już w domu spali.. a ja nie mogłam odejść od lodówki. Przymus jedzenia był tego dnia wszechogarniający. Wepchałam w siebie między innymi cały bochenek chleba...
ALE
Następnego ranka obudziłam się.. i postanowiłam sobie, że dziś zrobię wszystko, aby nie przeciągnąć obżarstwa na kolejny dzień. Nie chcę ciągu. Przymus jedzenia był nadal bardzo odczuwalny, a przeszywający ból brzucha przypominał mi o tym co zrobiłam poprzedniego dnia. Jednak starałam się odrzucić wyrzuty sumienia i wszystkie złe myśli skłaniaące mnie do żarcia oraz żal z tego, że nie dotrwałam do miesiąca ze swoją abstynencją.
Trudno stało się - porażki są częścią mojego sukcesu. Potrzebuję porażek, by moja walka była wzmożona, by mieć większą czujność. W poprzednia niedzielę obudziłam się tylko po to, by robić same dobre i piękne rzeczy..
Zjadłam pożywne śniadanie, nie ulegając myśli, że przecież muszę odpukutować. Nie, głód mi nie pomaga w walce. Wybrałam się na Mszę, a Pan Bóg skierował me myśli na jeszcze właściwszy tor, nastrajając mnie do walki w tym jednym dniu.. BO LICZY SIĘ TYLKO DZIŚ
Mimo bólu brzucha tego dnia nie zrezygnowałam z zaplanowanego biegania. Mój organizm potrzebował dawki wysiłku fizycznego, a moja dusza domagała się wycieszenia, wsłuchania się w rytm własnego serca..
Sport - bieganie - to moje narzędzie od Pana Boga, przy pomocy któego mogę wygrywać z obżarstwem, zyskując przy tym niezliczoną ilość inncyh korzyści.
Jedna porażka to nie koniec. Jestem człowiekiem, tylko człowiekiem.
Walczę ja, walczycie i Wy moi dordzy czytelnicy. Wierzę, że wygramy. Naprawdę wierzę i tą wiarą chcę się z Wami dzielić każdego dnia.
sobota, 26 października 2013
niedziela, 20 października 2013
Kryzys po rekordzie
Ostatnio w moim życiu wydarzył się cud. Pobiłam rekord w dniach wolności od obżarstwa od czasu 17 miesięcy. Nie miałam ataku od 27 dni. Wyjechałam na studia, weszłam w nowe otoczenie, odcięłam się w ten sposób niejako od przeszłości - przestałam myśleć o tym całym bólu jaki przyniosła mi choroba.. Przestałam też myśleć o niej. Trenowałam regularnie bieganie, jadłam gdy byłam głodna i starałam się trzymać ustalonych metod walki.
Niestety nie dotrwałam do całego miesiąca..
Dziś nastąpił atak. Obsesyjne myśli o obżarstwie, okropne pokusy i przymus urządzenia sobie uczty jedzeniowej - wypchania się do granic możliwości chodziły za mną od dwóch dni.. aż mu uległam. Nie dałam rady.. Nie wytrzymałam napięcia emocjonalnego.. tego drżenia.. Jakaś chora siła pcha mnie ku lodówce.. Nie mam świadomości ile zjadłam a chcę więcej, więcej i więcej.. żeby tylko jeść, jeść.. Wszystko nagle przestaje mieć znaczenie. Nawet mam wrażenie, że mogłabym olać zajęcia na uczelni, nawet zrezygnować z nauki, tylko dlatego, żeby zdusić to pragnienie, które z każdym kolejnym gryzem narasta i ustaje tylko na moment jedzenia. Moje myśli, cele i pragnienia sprowadzają się tylko do żarcia...Czuję się jakby ktoś zabrał mi wolę decydowania.
proszę Boga by pomógł mi szybko powstać
by uchronił mnie od ciągu..
nie chcę czarnej dziury
nie chcę myśleć, że moje życie już nie ma sensu
Niestety nie dotrwałam do całego miesiąca..
Dziś nastąpił atak. Obsesyjne myśli o obżarstwie, okropne pokusy i przymus urządzenia sobie uczty jedzeniowej - wypchania się do granic możliwości chodziły za mną od dwóch dni.. aż mu uległam. Nie dałam rady.. Nie wytrzymałam napięcia emocjonalnego.. tego drżenia.. Jakaś chora siła pcha mnie ku lodówce.. Nie mam świadomości ile zjadłam a chcę więcej, więcej i więcej.. żeby tylko jeść, jeść.. Wszystko nagle przestaje mieć znaczenie. Nawet mam wrażenie, że mogłabym olać zajęcia na uczelni, nawet zrezygnować z nauki, tylko dlatego, żeby zdusić to pragnienie, które z każdym kolejnym gryzem narasta i ustaje tylko na moment jedzenia. Moje myśli, cele i pragnienia sprowadzają się tylko do żarcia...Czuję się jakby ktoś zabrał mi wolę decydowania.
proszę Boga by pomógł mi szybko powstać
by uchronił mnie od ciągu..
nie chcę czarnej dziury
nie chcę myśleć, że moje życie już nie ma sensu
czwartek, 26 września 2013
Moje metody walki
Dziś mija 7 dzień bez ataku obżarstwa. To dla mnie wielka rzecz, wielkie szczęście. Nie będę stawiać konkretnych wniosków - ciężko stwierdzić czy to efekt mojej ciężkiej pracy czy chwilowe ustąpienia objawów choroby. Oczywiście chciłabym by pierwsza hipoteza okazała się słuszna :) Poza tym zdaję sobie sprawę, że to niewielki sukces i nie mogę być żadnym ekspertem w sprawie radzenia sobie z obżarstwem. Wiem, że jeszcze dziś, jutro, bądź za parę dni, mogę nagle i niespodziewanie stracić abstynencję, wpadając setny raz w wir obżarstwa.
Pozwolę sobie jednak na krótkie podsumowanie moich metod walki.
Staram się, jak mogę. Wszystkie metody, które tutaj zbiorę, są efektem mojego wielomiesięcznego doświadczenia w walce z przypadłością, jaką jest obżarstwo. Z tej racji nie są to wnioski pochopne i chwilowe domniemane skuteczne metody, ale rzeczy, które rzeczywiście mnie pomagają i mogą pomóc innym.
Co robię, co muszę robić:
- codziennie rano modlę się zawierzając Bogu mój problem, prosząc o łaskę abstynencji i wyznając, że bez Jego pomocy nie potrafię zapanować nad jedzeniem
- staram się modlić przed posiłkami, chociażby znak krzyża, a juź od razu smak jedzenie nabiera innego wymiaru
- przed sięgnęciem po jedzenie zadaję sobię jedno pytanie: ,,czy rzeczywiście jesteś głodna?"
- staram się stosować racjonalną zdrową dietę - 4-5 posiłków dziennie, duźo owoców i warzyw, dużo wody (nawyk picia wody mm już od kilku lat, więc nie mam z tym problemu) oczywiście wszystko z rozsądkiem i bez przesady, bo ORTOREKSJA to straszna rzecz
- każdy posiłek staram się zjadać w spokoju, na siedząco, z talerzem
- codziennie znajduje choć 30min na intensywny ruch, aby poczuć rozładowanie emocji za pomocą sportu, 3-4 razy w tygodniu biegam. SPORT MA DLA MNIE KLUCZOWE ZNACZENIE
- śpię wystraczająco długo, muszę czuć się wyspana
- w momencie, gdy czuję, że przymus jedzenia wzmaga się, proszę Boga o pomoc (MODLITWA MA DLA MNIE NAJPOTĘŻNIEJSZĄ MOC) i zajmuję czas czymś bardzo intensywnie angażującym umysł lub czymś bardzo przyjemnym dla mnie (np. sport, gra na gitarze śpiew, dobra książka, praca w domu, rozmowa z bliską osobą)
- mam na tyle wypełniony czas, że nie mam czasu na nudę i bezczynność
Czego unikam:
- jedzenia słodyczy i wszelkiego rodzaju wysoko przetworzonego jedzenia, które mnie szczególnie wciąga. CO CIEKAWE GDY DŁUGO NIE JEM SŁODYCZY, TO PO PROSTU NIE MAM NA
NIE OCHOTY!!! Oczywiście czasami pojawia się myśl - zjedz ciasto, ale od razu zabijam ją myślami, że to zły krok dla mnie (,,przecież nie jest ci to do szczęścia potrzebne", ,,jesteś słaba wobec takiego jedzenia", ,,dobrze wiesz czy to się dla ciebie skończy")
- kupowania słodyczy i jedzenia które całkiem wykluczam ze swojej diety, tak my nie mieć go w zasięgu wzroku
- zbyt dużego głodu i zbyt dużych sycących posiłków (przejedzenia zawsze zostawia myśl: ,,skoro zjadłaś już tyle, to jakie znaczenie ma to, że zjesz jeszcze to")
- czytania o dietach, odchudzaniu i jedzeniu w ogóle, odwiedzania stron internetowych o takiej tematyce
- zbyt szybkiego jedzenia
- myślenia o odchudzaniu
- zbyt częstego myślenia o chorobie
- częstego ważenia i mierzenia
- sytuacji gdy jestem sama w domu z jedzeniem
Cieszę się każdym dniem wolności. Me serce wypełnia wdzięczność.
Walczę i będę walczyć dalej.
czwartek, 12 września 2013
Wspomnienia ze zdrowych czasów
Ostatnio, gdy odwiedziłam moją starą szkołę (gimnazjum), przypomniałam sobie czasy sprzed choroby. Wchodząc do tych pomieszczeń, korytarzy, gdzie spędziłam kilka nastoletnich lat - nagle stanęła mi przed oczami zdrowa JA. Czułam tę normalność. Szkolna stołówka, w której zawsze jadłam obiady, przypomniała mi moje dawne podejście do jedzenia. Na dużej przerwie zawsze z burczącym brzuchem pędziło się na stołówkę. Lubiłam jeść prawie wszystkiego obiady. Zawsze prosiłam o pół talerza zupy i całe drugie danie. Na stołówce miałam swoje stałe miejsce. Cieszyłam się, kiedy obok siedzieli znajomi i wygłupiali się ze mną.. Lubiłam jeść powoli, zawsze kończyłam, gdy wszyscy uczniowie juź powychodzili. Jak czułam się już pełna, nie dojadałam. Nie miałam pojęcia o kaloriach. Kierowałam się GŁODEM. Nigdy nie lubiałam się przejadać, ani też być bardzo głodna.
W okresie gimnazjum rzadko jadłam słodycze i inne niezdrowe przekąski. Wiedziałam, że mi nie służą, dlatego nie kupowałam ich i rzadko kiedy miałam na nie ochotę. Gdy ktoś poczęstował mnie słodyczem potrafiłam zjeść jeden kawałek bez wyrzutów sumienia, strachu i przede wszystkim bez następującego potem przymus jedzenia więcej, więcej i więcej... Czasami odmawiałam, jak nie miałam ochoty albo czułam się najedzona. Nie zastanawiałam się zbytnio nad godzinami posiłków. O jedzeniu myślałam tylko, gdy byłam głodna. Nie byłam też wybredna. Lubiłam jeść wszystkie warzywa i owoce i ogólnie wszystko. Jedynie za mięsem niezbyt przepadałam. TO BYŁO NORMALNE ZDROWE ODŻYWIANIE I ŻYCIE BEZ OBSESJI
Lubiłam swoją szczupłą, zgranbną sylwetkę w tym czasie.
W tym dniu zatęskniłam do czasów zdrowych, jak nigdy jeszcze...
Już zapomniałam jak to jest żyć, kiedy celem numer jeden nie jest jedzenie lub walka z obżarstwem.. Już zapomniałam jak to jest, kiedy człowiek żyje w normalnym rytmie bez ciągłego myślenia o jedzeniu.. Kiedy kieruje się głodem fizycznym. Ta normalność jest dla mnie tak bardzo odległa.
Czasami jednak Pan Bóg daje mi ją poczuć. Ostatnio na pielgrzymce doświadczyłam takiej właśnie normalności. Piękne było to, że wszystkie posiłki jadło się razem z innymi. Człowiek dzielił się tym, co miał.. Cenił dar jakim jest jedzenie.
W okresie gimnazjum rzadko jadłam słodycze i inne niezdrowe przekąski. Wiedziałam, że mi nie służą, dlatego nie kupowałam ich i rzadko kiedy miałam na nie ochotę. Gdy ktoś poczęstował mnie słodyczem potrafiłam zjeść jeden kawałek bez wyrzutów sumienia, strachu i przede wszystkim bez następującego potem przymus jedzenia więcej, więcej i więcej... Czasami odmawiałam, jak nie miałam ochoty albo czułam się najedzona. Nie zastanawiałam się zbytnio nad godzinami posiłków. O jedzeniu myślałam tylko, gdy byłam głodna. Nie byłam też wybredna. Lubiłam jeść wszystkie warzywa i owoce i ogólnie wszystko. Jedynie za mięsem niezbyt przepadałam. TO BYŁO NORMALNE ZDROWE ODŻYWIANIE I ŻYCIE BEZ OBSESJI
Lubiłam swoją szczupłą, zgranbną sylwetkę w tym czasie.
W tym dniu zatęskniłam do czasów zdrowych, jak nigdy jeszcze...
Już zapomniałam jak to jest żyć, kiedy celem numer jeden nie jest jedzenie lub walka z obżarstwem.. Już zapomniałam jak to jest, kiedy człowiek żyje w normalnym rytmie bez ciągłego myślenia o jedzeniu.. Kiedy kieruje się głodem fizycznym. Ta normalność jest dla mnie tak bardzo odległa.
Czasami jednak Pan Bóg daje mi ją poczuć. Ostatnio na pielgrzymce doświadczyłam takiej właśnie normalności. Piękne było to, że wszystkie posiłki jadło się razem z innymi. Człowiek dzielił się tym, co miał.. Cenił dar jakim jest jedzenie.
poniedziałek, 2 września 2013
Przekierowywanie uwagi
Wraz z nowym miesiącem postanowiłam, że muszę użyć kolejnych radykalnych kroków w walce z obżarstwem.
Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że bardzo pomaga mi odsuwanie uwagi od samego faktu choroby. Dobrze działa na mnie, gdy mnie rozmyślam, mniej analizuję.. Nie rozwlekam w swoich refleksjach każdego ataku. Już na pewno pragnę wystrzegać się wszelkich aktów użalania się nad sobą. Obżarstwo prowadzi między innymi do egoizmu, tak jak grzech z powodu wyrzutów sumienia powoduje ciągłe zaabsorbowanie tylko nim - grzechem i swoją słabością. Dlatego zawsze przy okazji walki z grzechem, jakimkolwiek nałogiem czy własną słabością, pomocne jest koncentrowania swojej uwagi na innych ludziach - wszelkie dobro na rzecz innych, które staję się naszym udziałem - pozwala nam ZAPOMINAĆ O SOBIE. A prawdziwa miłość polega właśnie na zapominaniu o sobie. W myśl tego toku rozumowania bardzo dobrze jest, gdy żarłok ma dzień wypełniony po brzegi. Logiczne jest, że wtedy nie ma czasu, by jeść, a głowa jest wypełniona myślami o obowiązkach. Ponadto życie w świadomości, że wszystko cokolwiek dobrego się dzieje jest DLA BOGA, bo to On jest najważniejszy:
Oczywiście wyżej przedstawione przekonania nie zmieniają faktu, że powinnam być ciągle w pełni i zawsze świadoma swojej choroby. Potrzebuję wyciągać nowe wnioski z tego, co juź było oraz wciąż odkrywać nowe metody walki. Ale nie mogę skupiać na swojej chorobie 90% swoich myśli.. To tylko potęguję moją OBSESJĘ jedzenia/wagi/wyglądu/kalorii/zdrowego odżywiania.
Pierwszy radykalny krok jaki zrobiłam to było usunięcie konta z forum AŻ. Nie żałuję mojej rocznej egzystencji tam, bo z tamtąd mogłam zaczerpnąć wiedzę na temat mojej choroby, zobaczyć, że nie jestem z tym sama, otrzymać wsparcie innych i sama dawać wsparcie. Idee AŻ i program 12 kroków są mi bliskie i bardzo pomocne. Jednak prawdą jest, że pisanie na forum potęguje moją obsesję i zabiera zbyt wiele czasu, który mogę wykorzystać pożyteczniej. Dlatego koniec. Nie ma mnie tam już!
Potrzebną dawkę refleksji będzie zapewniał mi ten blog. Chciałabym, aby było to miejsce mojego dzielenia się walką z innymi żarłokami. Chcę szerzyć nadzieję, że da się wyjść z tego bagna!!!
Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że bardzo pomaga mi odsuwanie uwagi od samego faktu choroby. Dobrze działa na mnie, gdy mnie rozmyślam, mniej analizuję.. Nie rozwlekam w swoich refleksjach każdego ataku. Już na pewno pragnę wystrzegać się wszelkich aktów użalania się nad sobą. Obżarstwo prowadzi między innymi do egoizmu, tak jak grzech z powodu wyrzutów sumienia powoduje ciągłe zaabsorbowanie tylko nim - grzechem i swoją słabością. Dlatego zawsze przy okazji walki z grzechem, jakimkolwiek nałogiem czy własną słabością, pomocne jest koncentrowania swojej uwagi na innych ludziach - wszelkie dobro na rzecz innych, które staję się naszym udziałem - pozwala nam ZAPOMINAĆ O SOBIE. A prawdziwa miłość polega właśnie na zapominaniu o sobie. W myśl tego toku rozumowania bardzo dobrze jest, gdy żarłok ma dzień wypełniony po brzegi. Logiczne jest, że wtedy nie ma czasu, by jeść, a głowa jest wypełniona myślami o obowiązkach. Ponadto życie w świadomości, że wszystko cokolwiek dobrego się dzieje jest DLA BOGA, bo to On jest najważniejszy:
,,Bo w Nim zostało wszystko stworzone:
i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi,
byty widzialne i niewidzialne,
czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze.
Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone.
On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie." Kol 1,16-17
Oczywiście wyżej przedstawione przekonania nie zmieniają faktu, że powinnam być ciągle w pełni i zawsze świadoma swojej choroby. Potrzebuję wyciągać nowe wnioski z tego, co juź było oraz wciąż odkrywać nowe metody walki. Ale nie mogę skupiać na swojej chorobie 90% swoich myśli.. To tylko potęguję moją OBSESJĘ jedzenia/wagi/wyglądu/kalorii/zdrowego odżywiania.
Pierwszy radykalny krok jaki zrobiłam to było usunięcie konta z forum AŻ. Nie żałuję mojej rocznej egzystencji tam, bo z tamtąd mogłam zaczerpnąć wiedzę na temat mojej choroby, zobaczyć, że nie jestem z tym sama, otrzymać wsparcie innych i sama dawać wsparcie. Idee AŻ i program 12 kroków są mi bliskie i bardzo pomocne. Jednak prawdą jest, że pisanie na forum potęguje moją obsesję i zabiera zbyt wiele czasu, który mogę wykorzystać pożyteczniej. Dlatego koniec. Nie ma mnie tam już!
Potrzebną dawkę refleksji będzie zapewniał mi ten blog. Chciałabym, aby było to miejsce mojego dzielenia się walką z innymi żarłokami. Chcę szerzyć nadzieję, że da się wyjść z tego bagna!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)