niedziela, 16 marca 2014

Odstawienie słodyczy

Już wiele razy pisałam o tym, że kilka miesięcy temu całkowicie wykluczyłam ze swojej diety biały cukier i wszelkiego rodzaju słodycze.
Dziś chcę temat ten bardziej nakreślić, opowiadając o tym, jak sprawa ma się ze strony mojego doświadczenia.

A zaczęło się tak. Od początku moich problemów z obżeraniem się - wiedziałam, że nie potrafię panować głównie nad jedzeniem słodyczy. Wielokrotnie próbowałam ich nie jeść z myślą, że to jedyna dla mnie droga na wyzwolenie z nałogu obżerania. Ludzie mówili mi różnie przede wszystkim: ,,Musisz się nauczyć jeść wszystko z umiarem". Ale ja wiedziałam, że nie jestem w stanie jeść słodyczy z umiarem. Przynajmniej nie teraz. I 20 września wracając z 2-godzinnego biegania, kiedy pierwszy raz przebiegłam tak długi dystans, postanowiłam spróbować jeszcze raz. NIE JEM SŁODYCZY. KONIEC. TRZEBA WALCZYĆ Z NAŁOGIEM. I od tego dnia nie miałam w ustach ani kostki czekolady czy kawałka ciasta. Moja walka z obżarstwem i zaburzeniami odżywiania stała się łatwiejsza. Oczywiście na początku nie było łatwo. Nieraz godzinami myślałam o tym, żeby zjeść COŚ NAFASZEROWANEGO CUKREM. Śniła mi się góra batonów. Jednak z tygodnia na tydzień było coraz łatwiej. Nieustanna ochota na słodycze nachodziła mnie coraz rzadziej.

Po prawie półrocznej przerwie w jedzeniu słodyczy mogę już powiedzieć, że mój organizm się od nich odzwyczaił i to jest piękne - cudowne doświadczenie.

Ludzie różnie reagują na to, jak za każdym razem, gdy ktoś częstuje mnie słodyczami, odmawiam. Zwykle nie tłumaczę się jakoś. Grzecznie podziękuję, Niektórym wspomnę, że nie jem słodyczy. Jak ktoś zapyta dlaczego i czy w ogóle, to mówię: ,,A, tak po prostu :)" albo ,,bo dobrze się z tym czuję".

Kiedyś nawiązała się ciekawa, humorystyczna dyskusja miedzy moimi dobrymi znajomymi:
- Poczęstuj się - kolega wyciąga w moją stronę czekoladę.
- Nie dziękuję - odpowiadam.
- Ale poczęstuj się. Naprawdę nie masz ochoty?
- Nie. Nie jem słodyczy.
- No nie wierzę, że nie chcesz! Jak można nie jeść czekolady!
- No normalnie. Nie mam ochoty! Nie mam nawet pokusy, by ją jeść.
Potem drugi kolega mówi do pierwszego:
- Nie rozumiesz?! To jest świętość - brak pokusy!
I tak właśnie jest. Nie mam już ślinitoku na widok jakiegokolwiek sztucznie przetworzonego nacukrowanego jedzenia. Zwyczajnie już od dawien dawna ochota na jakiekolwiek jedzenie zawierające cukier mi przeszła. Co mam na myśli mówiąc ochota? Po prostu chęć zjedzenia. ,,jak dobrze byłoby zjeść ciastko".
Zapachy domowych ciast, drożdżówek, pączków też mnie nie ruszają. Nawet ich nie lubię. Czasami jedynie rozpala mnie ciekawość: ,,Ciekawe czy smakowałaby mi teraz czekolada, gdybym jej spróbowała" lub ,,ciekawe czy gdybym teraz sięgnęła po słodycze, to znowu stałaby się głównym jedzeniem napędzającym moje obżarstwo". Ale nie chcę tego sprawdzać. Chcę tylko zaznaczyć, że takie myśli czasami pałętają się po mojej głowie.

Oczywiście nie wiem, co będzie dalej. Czy nie stanie się tak, że kiedyś znów zamknę się w łazience z torbą słodyczy. Na razie niezmiernie się cieszę z mojego małego cudu, który się wydarzyło i dziękuję Bogu za to, co się stało.

Nie mówię, że każdy człowiek mający problem z kompulsywnym jedzeniem musi odstawić słodycze. Nie, nie! Nie o to chodzi! Opowiadam o swoim doświadczeniu. To ja wybrałam taką drogę i widzę, że jest dla mnie właściwa. Każdy musi rozpoznać, co dla niego jest najlepsze. Czy jedzenie
wszytskiego z umiarem, czy całkowita rezygnacja z niektórych pokarmów.

Pokusa dotyka człowieka przez zmysły i pamięć. Gdy czegoś nie robiliśmy dawno pokusa zostaje
osłabiona śladem niepamięci. Nasze zapominaniu niweluje pokusę. Piękne jest też to, że z biologicznego punktu jedzenia ludzki organizm potrafi przyzwyczajać się i jednocześnie odzwyczajać od pewnego jedzenia.

A teraz co jeszcze zaaobserwowałam, od momentu niejedzenia słodyczy.
Co mi jeszcze dała dieta bezcukrowa?
- mniej problemów z trawieniem
- ładniejsza cera
- większa odporność
- zdrowsze zęby
- ogólnie lepsze samopoczucie
- więcej energii
- większy apetyt na świeże owoce i warzywa

Dodam jeszcze, że nie jem białego cukru w postaci wszelkich słodyczy i nie dodaję go do żadnych potraw. Gdy kupuję coś w sklepie zwykle czytam etykiety i gdy widzę w składzie cukier, odstawiam na półkę, nawet gdy jest to tylko sałatka. Ogólnie kupuję jaknajmniej przetworzonego jedzenia. Szczególnie staram się omijać z daleka produkty z syropem glukozo-fruktozowym, ponieważ zauważyłam, że wywołuje u mnie wielka ochotę na jedzenie, mimo zjedzonego posiłku. (Upośledza hormon sytości.)
Słodki smak mam w owocach. Smak jabłkowy, bananowy, pomarańczowy.. Czasami równieź zjem trochę miodu. I tyle słodkości mi wystarczy.

Bo najsłodsza na świecie jest słodyczowa wolność.



12 komentarzy:

  1. Masz rację! Co prawda tak rygorystycznie nie odstwiłam cukru (i raczej nie zamierzam tego robić, przynajmniej w postaci słodyczy, bo czysty biały cukier raczej omijam), ale wystarczy kilka dni jak nie jadłam nic słodkiego (a przynajmniej nie przypominam sobie bym jadła), a 3 czekolady leżą nietknięte. Mam na nie ochotę, ale nie aż tak dużą jak kiedyś. Dostałam też gdzieś po drodze od mamy 2 cukierki czekoladowe - normalnie bym zjadła, bo przecież co tam 2 cukierki, ale wiem, że to pociągnie za sobą konsekwencje w postaci rozbudzenia hm nałogu, bo cukier to jedno z silniejszych uzależnień. Poza tym ostatnio większą ochotę niż na te cukierki miałam na... banana :) Tak jak piszesz - owoce w pełni zaspokajają potrzebę słodkiego. W moim wypadku problemem jest jeszcze wciąż to wciągajace pieczywo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też pieczywo zadał pozostaje problemem. Nie wiem dlaczego tak rozbudza mój apetyt.

      Usuń
  2. Hm.. też zrobiłam sobie rygorystyczną dietę, co prawda miała być odchudzająca, ale właśnie wyeliminowała w sumie wszystko co mnie uzależnia czyli cukier, wysokoprzetworzone produkty, białą mąkę.. Na początku bardzo cierpiałam, popołudniami płakałam.. Później tak jak ty odzwyczaiłam się. Problemy pojawiły się dwa: pierwszy taki, że za bardzo nie chciałam się z nikim spotykać bo nie dość że musiałam najeść się przed wyjściem to alkoholu też nie piłam, a dwa że jedzenie które mi zostało stało się dla mnie nie czymś co lubię, tylko czymś co muszę jeść żeby żyć, w ten sposób część produktów, głównie mięso tak mi zbrzydły (bo jadłam bez przyjemności) że do dziś ich nie jem. Po 1,5 roku czułam się jakoś bez życia, nie umiałam sobie zastąpić jedzenia inną przyjemnością. Mam skłonności do nałogów, obecnie to jedzenie, alkohol i zakupy na kartę kredytową.. Tylko to wszystko daje mi dobry humor, inaczej jest ciężko.. Po prostu potrzebujemy przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowe odżywianie też może być przyjemne i bardzo smaczne.A ponadto ileż to w naszym życiu jest przyjemności innych, wartościowych i pięknych? Które nie prowadzą do grzechu i zepsucia, ale udoskonalenia człowieka?

      Usuń
  3. Bardzo źle się czyta na czarnym tle.Trzy razy się przymierzałam i..niestety:)
    pozdrawiam
    Zuza

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry post. Ja wiele razy przymierzałam się do całkowitego odstawienia słodyczy, ale to podstępny nałóg. Raz zjem 2 kostki czekolady i jest ok, drugi raz jedna kostka powoduje napad... :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz tak na poważnie. Każdy z nas je cukry i myślenie, że odstawiliśmy cukry jest mylne. Jeżeli ktoś tak faktycznie zrobi, że 0 cukru to nie miałby siły cokolwiek robić, czy napisać tutaj komentarz. Po za wadami cukru, są też jego plusy, ponieważ dzięki cukrom oddychamy, serce nam bije, myślimy itp. Brak cukru = śmierć, krótko mówiąc. Ja udałam się do lekarza, żeby o moim problemie porozmawiać. Nadwagi nie mam, BMI w okolicach 18-19. Tabliczka czekolady szła u mnie w 15 minut. Lekarz powiedział mi krótko, że mam odstawić tylko słodycze (cukrzyć herbatę mogłam, nawyków żywieniowych po za słodyczami miałam nie zmieniać). Dodał, że 3 pierwsze dni będą najgorsze i po nich mam się do niego zgłosić. No i tak się stało. Przymierzałam się do tego 12 razy (można się śmiać, ale nie poddawałam się :D). Wytrzymałam 3 dni bez słodyczy po czym udałam sie do lekarza. Dał mi następny cel, 3 miesiące bez słodyczy. Zapytałam go dlaczego tak. Powiedział mi, że najpierw trzeba wygrać walkę z uzależnieniem od smaku słodkiego (można go czymś zastąpić np. tak jak tu piszesz owoce - ponoć najlepsze są grejfruty [choć nie wiem czemu]), później można walczyć z uzależnieniem od cukrów. Nie powiem było ciężko, można to naprawdę porównać do "głodu narkotykowego" z tym, że cukry nie mają tak wielkiego wpływu na organizm jak narkotyki. Podsumowując 2 lata jestem już po tym wszystkim, nie mam napadów, jem jedną kostkę czekolady na tydzień i to wszystko. Z tym, że lekarz dodał, że najgorszę są 3 dni - 3 tygodnie - 3 miesiące - 3 lata, i powiem szczerze, że coś w tym jest ;-) może głupie, ale ja miałam problem w tych okresach ;-) Pozdrawiam wszystkich i życzę zdrowia, bo to jest najważniejsze w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jak rozumiesz pojęcie "cukier". Ja mówię tutaj tylko o cukrze spożywczym białym - takim z cukierniczki. Jeśli mówisz, że człowiek potrzebuje cukru, to masz na myśli pewnie węglowodany - podstawowe element ludzkiej diety - nazwa wszystkich rodzai cukrów. Chyba nie zrozumiałaś, że zaprzestałam lub proponuje zaprzestania jedzenia cukrów jakichkolwiek. Nie, oczywiście nie! :)
      Nie mam wiedzy na temat wszystkich związków chemicznych nazywanych cukrami, więc nie mogę tutaj za wiele powiedzieć.
      Dla swojego wyzwolenia z nałogu obżarstwa, zdecydowałam się zrezygnować z jedzenia SŁODYCZY. Wiadomo, czym są. Wszelkie przekąski o wyraźnie słodkim smaku ze względu na dużą zawartość cukrów w tym CUKRU BIAŁEGO oraz sztucznie wytwarzanych innych cukrów, jak na przykład syrop glukozowo-fruktozowy. Ponadto zrezygnowałam z jedzenia CUKRU SPOŻYWCZEGO jako dodatku do potraw i napojów oraz staram się ograniczać jedzenie jakiejkolwiek żywności, która w swoim składzie zawiera cukier (w domyśle biały) jako dodatek. Choć wiadomo jego małe ilości czasem trafiają do mojego żołądka jak np z warzyw z puszki, w których on jest. Jednak są to ilości na tyle małe, że jego smak jest niemal niewyczuwalny. Nie chcę wracać do czucia słodkiego smaku słodyczy i cukru, bo to pewnie wróciłoby moje nałogowe jedzenie ich. Bez nich czuję się świetnie i nie widzę, by mojemu organizmowi czegoś brakowało.

      Usuń
  6. herbaty nie słodzę od 15 lat i ogólnie nigdy nie przepadałam za słodyczami, ale od 3 lat mam problemy z układem pokarmowym (wszystkie badania ok) od tego czasu schudłam 25 kilo. W kwietniu waga pokazała 31,5 kg przy 157 cm wzrostu, ostatnie badanie wykluczyło Candidę, ale właśnie od kwietnia mam ciągi popołudniami na słodycze szczególnie herbatniki, a potem już wszystko czekolada chrupki (ale nie chipsy). Jak zacznę jeść to nie umiem przestać aż do rozciągnięcia brzucha do maksimum i potem straszne bóle i wyrzuty sumienia. Zauważyłam, że pieczywo wzmaga ten apetyt, a w szczególności pełnoziarniste przy kajzerkach i chlebie tostowym i nie miałam takiego ciągu. Jak zjem olej, masło, słodkie owoce to też się obżeram. Jem regularnie 4 posiłki, jak jadłam 6 to chudłam, odstawiłam nabiał, bo źle zaczęłam tolerować. Umiem opanować wilczy głód rano i w południe, jem powoli delektuje się ale jak wracam z pracy po 16 to masakra. Najgorsze jest to, że idę do sklepu i się obżeram, a do kasy idę z pustymi opakowaniami (ukrywam obżarstwo przed rodziną, wiedzą, że nie jem słodyczy i nie częstują mnie, znajomi też - wszyscy myślą, że odżywiam się zdrowo). Dzisiaj się obżarłam najpierw arbuzem, chyba 1,5 kilo zjadłam i poszłam do sklepu po 2 czekolady i 5 kajzerek, wafelki i krówki no i 250 gr herbatników. Mdli mnie do teraz. Pomimo, że znam mechanizm i tak to robię. Nie wiem, może mam początki cukrzycy (wszyscy od strony ojca ją mają), piję od 2,5 do 3 litrów wody na dzień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli widzisz jakieś związki swojego obżarstwa z chorobami układu pokarmowego, należy na to zwrócić uwagę i znaleźć dobrego lekarza, który zajmie się problemem. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak mało ważysz... Kochana, potrzebujesz szybkiej fachowej pomocy!

      Usuń
    2. Nie wiem już co mam robić i myśleć. "Dzięki" obżeraniu się pieczywem, czekoladami, herbatnikami i ostatnio pączkami przytyłam 5 kilo. Wow ale sukces, szkoda tylko że czuje się gorzej niż jak ważyłam 31,5 o psychice nie wspomnę. Chodziłam do gastrologa, endokrynologa, lekarza rodzinnego cały czas. Do psychiatry wysyłali mnie wszyscy oprócz gastrologa, ten polecił, żebym znalazła dobrego dietetyka. Jest to straszne, żeby jedzenie rządziło człowiekiem. Nigdy nie miałam nałogów i nie rozumiałam jak np. taki mały papieros może kierować zachowaniem człowieka O IRONIO mi wystarczy kawałek skórki z chleba i już po mnie. Jest to bardzo, bardzo smutne

      Usuń