piątek, 18 kwietnia 2014

Niepojęta łaska

Mój Bóg jest Bogiem przebaczenia. Dlatego dał Sakrament Pokuty i Pojednania. Tak po prostu chce przygarnąć mnie grzesznika do siebie. Przytulić. Za nic. Zupełnie za nic. Nawet jak ja sama, nie do końca chcę wrócić na dobrą drogę, to Jego Miłość jest tak wielka, że przemawia do mnie na tyle, że moje NIE w końcu staje się TAK.
Bóg, który oddał dla mnie swe życie na krzyżu, chce mi powiedzieć, że mnie po prostu kocha. Kocha tak bardzo, iż nie jestem w stanie sobie tego w żaden sposób wyobrazić i w żaden sposób pojąć. Kocha mnie taką, jaką jestem. Całą. 

Nieskończona to Miłość. Niepojęta to łaska. Z której wypływa dar nowej siły do walki z ludzkimi słabościami.

Łaska ta jest dostępna dla każdego człowieka. Trzeba tylko powiedzieć w sercu TAK - nie chcę już grzeszyć - żałuję za zło, którego się dopuściłem - wierzę w Twoje przebaczenie, Panie.

KAŻDEGO DNIA BÓG ZAPRASZA CZŁOWIEKA DO SZCZĘŚCIA

MÓWI: ,,WSTAŃ, JEŚLI UPADŁEŚ"

wtorek, 15 kwietnia 2014

Mój towarzysz pragnienie

Przykro mi Panie, że tak często myślę o jedzeniu.
Tak bardzo mnie to boli.
Przykro mi za to, że czasami wszystko wydaje się być nieważne prócz zaspokojenia.
Przykro mi, że ciągle pragnę.
Przykro mi za stracony czas.

Ciągle chciałabym pytać DLACZEGO. I w końcu się dowiedzieć dlaczego to robię, dlaczego pragnę i nie potrafię uciec od tego pragnienia. A co jak odpowiedź nie istnieje?

Chyba jeszcze nie do końca potrafię akceptować swoją chorobę i swojego towarzysza PRAGNIENIE.

A jeśli by tak spojrzeć jakoś inaczej na to pragnienie? Może inaczej odpowiedzieć? Nie jedzeniem zaspokoić? Czy da się inaczej? Czy można inaczej?

Wskaż mi Panie, właściwą drogę.
Daj nowe siły do walki.
Bo się pogubiłam.
Zboczyłam z dobrej ścieżki.
Pomóż kolejny raz wrócić.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Nie ma dróg na skróty

Warto się cieszyć samą drogą, którą idziemy. Że choć nie jest już tak, jakbyśmy chcieli, jak dyktują nam nasze ambicje, to jednak jest lepiej niż było. Posuwamy się do przodu w tę upragniona stronę. Wybraliśmy walkę o wolność i choć ciągle upadamy to ten sam wybór już w pewnym sensie jest zwycięstwem oraz zapowiada zwycięstwo!!!

Warto się cieszyć z małych naprawdę drobnych postępów, które spotykają nas na drodze walki. Nie można spodziewać się niczego od razu. Nie ma dróg na skróty, jak we wszystkim na tym świecie. Chcemy się czegoś nauczyć - potrzebujemy ćwiczeń. Chcemy z czymś wygrać, chcemy zmienić siebie - potrzebujemy czasu. Potrzebujemy cierpliwości. Życie wymaga od nas cierpliwości.

Przede wszystkim dużo czasu potrzeba na wewnętrzną przemianę człowieka - ZMIANĘ SPOSOBU MYŚLENIA - zmianę podejścia do pewnych spraw.. Zaburzenia odżywiania to choroba dotycząca wielu płaszczyzn - jak to się zwykle mówi choroba CIAŁA, DUSZY I UMYSŁU. Osobiście myślę, że jest w tym sporo prawdy. Nasze ciało cierpi, nie umie regulować apetytu, my nie akceptujemy siebie, cierpimy z powodu ogromnych wyrzutów sumienia, nasz umysł jest zbytnio przywiązany do niewłaściwych przekonań dotyczących rzeczywistości i schematycznych destruktywnych zachowań oraz zbyt zaabsorbowany tematem jedzenia i wyglądu.

Jeśli będziemy wyzwalać się z niewłaściwego podejścia do jedzenia to koleją rzeczy będzie UNIEZALEŻNIENIE SWOICH EMOCJI OD JEDZENIA. Nasze emocje nie będą dyktować nam CO, ILE, KIEDY mamy jeść. Apetyt będzie regulowany w sposób naturalny uczuciem sytości, a my będziemy potrafili czerpać przyjemność z jedzenia i jednocześnie rezygnować z jego nadmiaru. Ponadto jedzenie nie będzie wywoływało u nas uczucia strachu.

Ja ostatnio mimo kilku upadków, zaobserwowałam rzeczy, które jak myślę są oznaką mojego wolnego podążania na tę zdrową stroną życia - za wolnością:
(!!!) byłam cały dzień sama w domu i się nie objadłam
(!!!) nie karałam się dodatkową porcją jedzenia, gdy rzeczywiście zjadłam już za dużo
(!!!) nie stawałam dawno na wadze i mnie tam nie ciągnie, te cyferki już nie interesują mnie tak, jak kiedyś.

A jak Wasze większe/mniejsze postępy? :)

sobota, 29 marca 2014

Niewygodne emocje

Dziękuję za ostatnie komentarze i za to, że jesteście - że czytacie :) Chcę się z Wami podzielić kolejnymi przemyśleniami.

Ostatnio obserwując siebie i swój organizm, przy okazji kolejnego ataku, który się wydarzył, dochodzę do kolejnych cennych wniosków w sprawie kompulsywnego jedzenia.

Chęć sięgnięcia po jedzenie w chwili, gdy nie jestem głodna często pojawia się w przypadku konkretnych emocji - silnych emocji - negatywnych czy pozytywnych. Często jedna rzecz, która wywoła konkretny stan emocjonalny, może przynieść niebezpieczeństwo wystąpienia ataku. Czuję wtedy emocjonalną potrzebę ulżenia sobie (odreagowania emocji) za pomocą jedzenia. Głód taki pojawia się szybko i nagle oraz chce być zaspokojony natychmiastowo. Mam wrażenie, że muszę zrobić to teraz - właśnie teraz - i to jest w tym momencie najważniejsze. Wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Bardzo przypomina mi to głód jakiegokolwiek nałogu.

Emocje te nie muszą być bardzo silne. Gdy są naprawdę silne, to wtedy najczęściej długo nie myślę o jedzeniu - tak że nawet zdarzy mi się nie czuć głodu i zapomnieć zjeść posiłek. To chyba normalne dla każdego człowieka w myśl powiedzenia ,,Smak życia odbiera człowiekowi smak jedzenia". Gdy szczególnie odczuwam miłość ze strony innych, przestaję mieć zwykłą ochotę na jedzenia. Gdy się wzruszam ze smutku czy z radości jest tak samo.

Tak więc emocjonalny głód wywołują emocje o określonym natężeniu (silne ale nie zbyt silne), które powstają pod wpływem różnych zdarzeń dnia codziennego. Emocje te są po prostu "niewygodne" - i chcielibyśmy, by ich nie było. Drobna rzecz wkurzy, zasmuci i chcemy jeść. Jedna myśl przygnębiająca -> chcemy jeść. W efekcie można go odczuwać dosyć często. Po kilka razy w ciągu dnia.

Cechy emocjonalnego głodu:
- pojawia się nagle
- wymaga natychmiastowego zaspokojenia
- nie narasta wraz z upływem czasu (jak głód fizyczny)
- może mijać po paru sekundach albo wracać po jakimś czasie i znowu mijać

Oto niektóre ze stanów emocjonalnych wywołujący u mnie głód emocjonalny oraz sytuacji, które je wywołały:
- samotność <- nie mam się do kogo odezwać na uczelni (kiedyś na przerwach w szkole)
- wrażenie wyobcowania wśród ludzi <- nikt nie chce ze mną rozmawiać
- poczucie, że zawiodłam kogoś, rozczarowałam kogoś <- uciekł mi autobus, gdy jechałam na ważne spotkanie
- wyrzuty sumienia <- gdy zjadłam już o wiele za dużo (CHCĘ JEŚĆ JESZCZE WIĘCEJ I WIĘCEJ, BY ZAGŁUSZYĆ WYRZUTY SUMIENIA)
- poczucie, że jestem gorsza <- zauważyłam, że nie umiem na studiach rzeczy, które inni potrafią doskonale
- złość na siebie <- miałam się uczyć, a przeleniuchowałam
- smutek, brak szacunku ze strony innych ludzi <- ktoś powiedział mi coś chamskiego
- pretensje do siebie <- nie udało mi się iść na trening z powodu swoich wymówek
- uczucie, że wszystko układa się po mojej myśli <- plan dnia jaki miałam na dziś dzień wykonałam w 100%
- nieoczekiwana radość, niezręczność, zdziwienie <- wydarzyło się kilka miłych rzeczy, których się naprawdę nie spodziewałam i jest mi z tym aż dziwnie
- radość, chwilowe zapomnienie o wszystkich problemach <- zwykłe spotkanie z przyjaciółmi (może wtedy przestaje być czujna i mam wrażenie, że tak naprawdę nie mam problemów z jedzeniem)
- podekscytowanie <- zauważyłam, że bluzka, która jeszcze niedawno była ciasna, jest na mnie dobra (może wtedy coś podpowiada mi, że mogę jeść ile chcę bo i tak schudłam)
- zadowolenie ze siebie <- posprzątałam, pouczyłam się, byłam na treningu, pogadałam z przyjaciółką (ach tyle dobrego dziś zrobiłam, że aż nie wierzę!)
- poczucie beztroski i swobody <- przyjechałam do domu, mam wolny dzień
...
...
...

Myślę, że warto siebie w taki sposób obserwować. Świadomość zależności pomiędzy naszymi myślami, emocjami a konkretnymi sytuacjami jest bardzo cenna.

niedziela, 16 marca 2014

Odstawienie słodyczy

Już wiele razy pisałam o tym, że kilka miesięcy temu całkowicie wykluczyłam ze swojej diety biały cukier i wszelkiego rodzaju słodycze.
Dziś chcę temat ten bardziej nakreślić, opowiadając o tym, jak sprawa ma się ze strony mojego doświadczenia.

A zaczęło się tak. Od początku moich problemów z obżeraniem się - wiedziałam, że nie potrafię panować głównie nad jedzeniem słodyczy. Wielokrotnie próbowałam ich nie jeść z myślą, że to jedyna dla mnie droga na wyzwolenie z nałogu obżerania. Ludzie mówili mi różnie przede wszystkim: ,,Musisz się nauczyć jeść wszystko z umiarem". Ale ja wiedziałam, że nie jestem w stanie jeść słodyczy z umiarem. Przynajmniej nie teraz. I 20 września wracając z 2-godzinnego biegania, kiedy pierwszy raz przebiegłam tak długi dystans, postanowiłam spróbować jeszcze raz. NIE JEM SŁODYCZY. KONIEC. TRZEBA WALCZYĆ Z NAŁOGIEM. I od tego dnia nie miałam w ustach ani kostki czekolady czy kawałka ciasta. Moja walka z obżarstwem i zaburzeniami odżywiania stała się łatwiejsza. Oczywiście na początku nie było łatwo. Nieraz godzinami myślałam o tym, żeby zjeść COŚ NAFASZEROWANEGO CUKREM. Śniła mi się góra batonów. Jednak z tygodnia na tydzień było coraz łatwiej. Nieustanna ochota na słodycze nachodziła mnie coraz rzadziej.

Po prawie półrocznej przerwie w jedzeniu słodyczy mogę już powiedzieć, że mój organizm się od nich odzwyczaił i to jest piękne - cudowne doświadczenie.

Ludzie różnie reagują na to, jak za każdym razem, gdy ktoś częstuje mnie słodyczami, odmawiam. Zwykle nie tłumaczę się jakoś. Grzecznie podziękuję, Niektórym wspomnę, że nie jem słodyczy. Jak ktoś zapyta dlaczego i czy w ogóle, to mówię: ,,A, tak po prostu :)" albo ,,bo dobrze się z tym czuję".

Kiedyś nawiązała się ciekawa, humorystyczna dyskusja miedzy moimi dobrymi znajomymi:
- Poczęstuj się - kolega wyciąga w moją stronę czekoladę.
- Nie dziękuję - odpowiadam.
- Ale poczęstuj się. Naprawdę nie masz ochoty?
- Nie. Nie jem słodyczy.
- No nie wierzę, że nie chcesz! Jak można nie jeść czekolady!
- No normalnie. Nie mam ochoty! Nie mam nawet pokusy, by ją jeść.
Potem drugi kolega mówi do pierwszego:
- Nie rozumiesz?! To jest świętość - brak pokusy!
I tak właśnie jest. Nie mam już ślinitoku na widok jakiegokolwiek sztucznie przetworzonego nacukrowanego jedzenia. Zwyczajnie już od dawien dawna ochota na jakiekolwiek jedzenie zawierające cukier mi przeszła. Co mam na myśli mówiąc ochota? Po prostu chęć zjedzenia. ,,jak dobrze byłoby zjeść ciastko".
Zapachy domowych ciast, drożdżówek, pączków też mnie nie ruszają. Nawet ich nie lubię. Czasami jedynie rozpala mnie ciekawość: ,,Ciekawe czy smakowałaby mi teraz czekolada, gdybym jej spróbowała" lub ,,ciekawe czy gdybym teraz sięgnęła po słodycze, to znowu stałaby się głównym jedzeniem napędzającym moje obżarstwo". Ale nie chcę tego sprawdzać. Chcę tylko zaznaczyć, że takie myśli czasami pałętają się po mojej głowie.

Oczywiście nie wiem, co będzie dalej. Czy nie stanie się tak, że kiedyś znów zamknę się w łazience z torbą słodyczy. Na razie niezmiernie się cieszę z mojego małego cudu, który się wydarzyło i dziękuję Bogu za to, co się stało.

Nie mówię, że każdy człowiek mający problem z kompulsywnym jedzeniem musi odstawić słodycze. Nie, nie! Nie o to chodzi! Opowiadam o swoim doświadczeniu. To ja wybrałam taką drogę i widzę, że jest dla mnie właściwa. Każdy musi rozpoznać, co dla niego jest najlepsze. Czy jedzenie
wszytskiego z umiarem, czy całkowita rezygnacja z niektórych pokarmów.

Pokusa dotyka człowieka przez zmysły i pamięć. Gdy czegoś nie robiliśmy dawno pokusa zostaje
osłabiona śladem niepamięci. Nasze zapominaniu niweluje pokusę. Piękne jest też to, że z biologicznego punktu jedzenia ludzki organizm potrafi przyzwyczajać się i jednocześnie odzwyczajać od pewnego jedzenia.

A teraz co jeszcze zaaobserwowałam, od momentu niejedzenia słodyczy.
Co mi jeszcze dała dieta bezcukrowa?
- mniej problemów z trawieniem
- ładniejsza cera
- większa odporność
- zdrowsze zęby
- ogólnie lepsze samopoczucie
- więcej energii
- większy apetyt na świeże owoce i warzywa

Dodam jeszcze, że nie jem białego cukru w postaci wszelkich słodyczy i nie dodaję go do żadnych potraw. Gdy kupuję coś w sklepie zwykle czytam etykiety i gdy widzę w składzie cukier, odstawiam na półkę, nawet gdy jest to tylko sałatka. Ogólnie kupuję jaknajmniej przetworzonego jedzenia. Szczególnie staram się omijać z daleka produkty z syropem glukozo-fruktozowym, ponieważ zauważyłam, że wywołuje u mnie wielka ochotę na jedzenie, mimo zjedzonego posiłku. (Upośledza hormon sytości.)
Słodki smak mam w owocach. Smak jabłkowy, bananowy, pomarańczowy.. Czasami równieź zjem trochę miodu. I tyle słodkości mi wystarczy.

Bo najsłodsza na świecie jest słodyczowa wolność.