środa, 10 grudnia 2014

Niemoc

Upadłam..
Czuję totalny brak sił.
Jedyne czego pragnę, to kolejna porcja jedzenia.
Paraliżuje mnie strach.
Boje się jeść, bo każdy posiłek może skończyć się atakiem.
Przeraża mnie to, co robie.
Boje się siebie.
Czuję obrzydzenie do swojego ciała.
Obrzydzenie do swoich uczynków.
Obrzydzenie sobą...
Nie moge skoncentrować sowjej uwagi na czymś innym...
To co się dzieje, to moja jedna wielka niemoc.

Mój drogi Boże, pomóż wstać. 
Nie chce taplać się w błocie. 
Chcę życia dobrego, wolnego.

Czy jest szansa, że kiedykolwiek na dłuższy czas uda mi się definitywnie skończyć z obżarstwem?
Ileż razy zadaję sobie to pytanie.. O niczym innym nie marzę..
Jednak zawsze pytanie to pozosotaje bez odpowiedzi.

środa, 26 listopada 2014

Chaos emocjonalny

Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie posuwam się naprzód. Objadam się średnio dwa razy w tygodniu. Nie są to jakieś olbrzymio olbrzymie porcje (zdecydowanie nie takie jak kiedyś) ale jednak nie są to normalne porcje jedzenia. Potem mój organizm cierpi, a ja czuję psychiczną niemoc..

Muszę coś z tym zrobić. Zidentyfikowac błędy, które popełniam i tak jak przed miesiącami opanowac te cotygodniowe ataki.

Chyba nie radzę sobie z emocjami.. Bywa, że nie potrafię w ciszy i spokoju siedzieć. Jest mi źle samej ze sobą. Czuję jakbym zaraz miała eksplodować i wtedy właśnie pojawia sie przymus jedzenia..

Doceniam to, że ne jestem już anorektyczką, że większość dni jest jednak normalna pod względem jedzenia. Ze nie trwam już w tym okropnym jedzeniowym dole.. Że nie żrę po ubikacjach. Że nie zjadam na raz w stanie całej zawartości lodówki. Że mam życie poza walką o to, czy przez następną minute coś zjeść, czy nie.

Jednak pora wyprostować, to co pokrzywione.

niedziela, 16 listopada 2014

jedno tylko

Chcę jeść.
Chcę jeść. 
Ciągle chcę jeść. 

Boże, co mam zrobić, żeby to pragnienie sobie poszło? CO???
Boli.
Nie pozwala się na niczym skupić.
Nie daje spokoju..

Dziś właśnie mam ten dzień słabości. Tyle robię, by iść do przodu, by nie wracać do tego bagna, a ono ciągle jest, ciągle woła.. 
zjedz jeszcze. 
zjedz to. 
zjedz tamto. 
Nażryj się. 
Ulżyj sobie. 
Poczuj to. 
Ucieknij w jedzenie...

piątek, 31 października 2014

Przemiana trzech sfer

Aby odzyskać równowage w jedzeniu potrzeba wiele czasu. Warto cieszyć się z małych kroków , które stawia się na tej drodze. Przemiana odbywa się na wszystkich trzech płaszczyznach - psychicznej, duchowej i fizycznej. 

PSYCHIKA
Potrzeba przemiany myśli, rozprawienia się z niezdrowymi schematami myślowymi, oczyszczenia umysłu z natręctw myślowych i uniezależnienia swoich emocji od jedzenia. Potrzeba innego spojrzenia na samą kwestię jedzenia. Opanowania strachu przed jedzeniem i oswojenia z nowymi sytuacjami. Czasami przekierowania myśli na inne tory - pozbycia się ciągłego zaprzątania głowy jedzeniem i wszystkim, co z nim związane. Pozbycia się patrzenia na czas z perspektywy kilogramów oraz nauczenia się życia tylko dziś.

DUSZA
Jeśli chodzi o sferę ducha, nie wiem, czy da się wyjść z jakiegokolwiek nałogu, bez pomocy Boga. Ja jako chrześcijanka, nie wyobrażam sobie tego. Potrzebowałam i potrzebuje szczególnej pielęgnacji mojej więzi z Bogiem, nowego spojrzenia na modlitwę i zaufania Mu. W pewnym momencie po prostu przyznałam się przed Bogiem, że nie jestem w stanie sama wyjść z bagna zaburzeń odżywiania i w swojej bezsilności postanowiłam oddać Jemu ten ciężar, wierząc, że tylko On jest w stanie mi pomóc.
Każdy człowiek - czy wierzący, czy nie, aby wykorzenić ze swojego życia nałóg, musi spojrzeć głębiej - w głąb siebie - swojej duszy, poza psychikę - tam gdzie spojrzy sobie w oczy i odkryje, czego tak naprawdę potrzebuje, by wrócić do wolności. Musi zastanowić się nad przycznami takiego stanu rzeczy.
Poza tym sfera ducha, wymaga też innego spojrzenia na siebie - często pielęgnacji miłości do siebie samego. Przywrócenia szacunku do swojej osoby. Spojrzenia na swoje ciało z akceptacją. 

CIAŁO
Organizm musi przyzwyczaić się do normalnego, racjonalego odżywiania. Trzeba wdrożyć w swoje życie zdrowe nawyki te związane z jedzeniem, czy też te związane z odpowiednią ilością aktywności fizycznej oraz snu. Czasem należy poszukać indywidualnego dla siebie dobrego sposobu odżywiania, bo każdy z nas jest inny. Niekótrzy potrzebuję wyeliminowania z jadłospisu niektóych produktów i wtedy trzeba czasu, by się od nich odzwyczaić. Poza tym trzeba dać sobie czas, jeśli ciało wymaga pozbycia się nadwagi. Żadne restrekcyjne diety nie będą tutaj dobrym rozwiązaniem, ani nie przyczynią się do ładnego wyglądu naszego ciała. Jedynie spotęgują obsesję jedzenia.

trzeba czasu
tak, trzeba czasu
nic szybko 
nic na siłę

z resztą to nie jest żadna jednorazowana droga, jednorazowa przemiana
nie ma zdrobione i STOP

Nie moge sobie powiedzieć, że już dotarłam tam gdzie chciałam być. Do końca życia pozostanę człowiekiem zdolnym do obżarstwa, do anoreksji i obsesji jedznia. Całe życie mam się tego wystrzegać, tak samo jak innych złych ludzkich odruchów. Jestem pielgrzymem, któy często upada, jednak idzie dalej. Ciągle idzie. 

Jakie to piękne, że te życiowe kopniaki wszelkeigo rodzaju, jakie dostajemy od Boga, tak wiele nas uczą. Często pomagają nam odkryć, kim naprawdę jesteśmy. 

Trzeba żyć z pasją, właśnie dziś.

czwartek, 9 października 2014

Dzień pokusy

Dużo się działo.. Życie się pozmieniało. Zmiany przyniosły nową przestrzeń sprzyjającą wolności od obżarstwa. Na kilkanaście dni w ogóle zapomniałam o tym, że jestem jedzenioholiczką. Ogarnęłam się na ten czas. Do czasu. Bo na horyzoncie ni stąd ni zowąd pojawiło się on - PRZYMUS.

Czasami bywają dni, że wszystko we mnie w środku woła jeść. Głód emocjonalny staje się bardzo przykry do znoszenia.. Mam wrażenie, że zaraz eksploduję.. Że jak nie wypełnię swojego żołądka do granic możliwości, to mi się coś stanie.. Mam ochotę uciec, czuję potrzebę ucieczki w miejsce, gdzie ów przymus mnie nie doścignie. Ale jak uciec? Dokąd? Kiedy gdziekolwiek pójdę, wszędzie zabiorę siebie...

Godziny przypominają nieustanną walkę ze sobą. W jednej chwili udaje mi się pokonać pokusę - na przykład zrezygnować z odwiedzenia piekarni, którą mijam na ulicy, a w drugiej chwytam w pośpiechu za jedzenie, choć przed chwilą zjadłam spory posiłek. Jedna bitwa rozklada się na wiele mniejszych starć. Nie walczę z nikim, jak jedynie z osobą, którą znam najlepiej - z sobą. Z własną zagmatwaną wolą i pragnieniami.

Przede wszytskim zaś źle mi w tym stanie głodu emocjonalnego. Czuję się niewygodnie.. czuję się roztrzęsiona.. brakuje mi energii i chęci do obowiązków.. bo chęć zrobienia czegokolwiek jest wyparta przez przymus nażarcia. Jakby życie sprowadzało się do jednego..  ZJEŚĆ, NIE ZJEŚĆ. ZWARIOWAĆ.

A kiedy już nie wytrzymam i spełnię swe żarłoczne rytuały, moje samopoczucie przekracza niebezpieczną granicę normalności, sięgając do poziomu minus, gdzie głowa eksploduje od pesymizmu. Ja zaś na ten moment zamieniam się w innego człowieka, ogołoconego ze zwykłej serdeczności. Zachowuje się jakby mi juź na niczym nie zależało i nic mnie w życiu nie cieszyło. I wtedy bolesna wskazówka zegara staje i boli, a ja zapominam o sprawach ważnych i ważniejszych jeszcze.