Dziś wzruszenie ściska mi gardło...
Rekord w dniach wolności od mojego nałogu od dwóch lat pobity - MIESIĄC.
Pełen miesiąc wolności.
Myśli niedowierzania i zdumienia siedzą mi w głowie. Chcę zapytać Boga, dlaczego, jak to się w ogóle stało. Czy to dobrze? Czy zasłużyłam?
Proszę by zabrał ode mnie pychę, która gdzieś tam w sercu się formuje na myśl, o tym, że to się wydarzyło. Podpowiada mi, że to wszystko moja zasługa - moje starania - moja silna wola - moja praca i wysiłek.
Tymczasem wcale tak nie jest.
Wiara każe mi kierować swoją wdzięczność ku Bogu, czyniąc Jego sprawcą rzeczy, która tak bardzo wyczekiwana od kilkudziesięciu miesięcy rzeczywiście nastąpiła. Po miesiącach moich wylanych łez, po tylu próbach, upadkach, poszukiwania drogi uzdrowienia.. po okresie rozpaczy, braku sensu życia.. po tym, kiedy po ludzku miałam dosyć swojego życia..
Nie wiem dlaczego. Nie będę analizować ze szczegółami, po raz kolejny mówiąc, o tym co mi pomaga. Jak zbliżałam się do tego okresu wolności. Może tym razem wcale się więcej nie starałam. Niewątpliwie wiele razy starałam się bardziej. Może okoliczności inne teraz więcej mi sprzyjały, a może nie. Sądzę, że stan rzeczy jaki jest, nie jest wyznacznikiem moich starań, ani tego jak miały się do tego wydarzenia towarzyszące. Nieważne. Życie i to co nas spotyka, dla mnie jako człowieka wierzącego jest w pewnym sensie tajemnicą - Bożym zamysłem.
Cieszę się tym, co jest. Dziękuję Bogu Najwyższemu i chcę dzielić się radością wolności.
Nie wiem, co będzie dalej. Być może za jakiś czas, dzień, tydzień, miesiąc powrócę do punktu wyjścia.
Nie da się wykorzenić choroby obżarstwa z mojego serca, duszy i umysłu. Nawet jak przez długi czas nie będę się obżerać, to już zawsze poprzez moją pamięć i doświadczenie w pewnym sensie będzie mnie to dotyczyć.
Wszystkim odwiedzającym mojego bloga również dziękuję. Jesteście nieocenionym wsparciem!
CHWAŁA PANU ZA CUD, KTÓRY UCZYNIŁ!
niedziela, 29 czerwca 2014
piątek, 6 czerwca 2014
Przestać myśleć o odchudzaniu
Chcę dziś podzielić się z Wami pewnym wnioskiem, który po kilku dniach wolnych od ataków obżarstwa, wyrył mi się głęboko w świadomości. Właśnie siedzę sama i zastanawiam się jak ja to w ogóle robię, że tak sobie po prostu sobie siedzę. W pobliżu jest jedzenie, nie ma nikogo, a ja siedzę sobie w spokoju wolna od pokusy nażarcia się. To jest coś niesamowitego. Przez długi czas coś takiego w ogóle nie miało miejsca. Dlatego zachwycam się tym stanem..
Jeśli chcemy pozbyć się ataków obżarstwa, nieustannego skupiania swojej uwagi na jedzeniu/ wadze/ kaloriach/ odchudzaniu.. Warunkiem koniecznym jest PRZESTAĆ MYŚLEĆ O ODCHUDZANIU. Porzući ten przymus schudnięcia x kilo.
RACJONALNE ODŻYWIANIE. ZDROWE NIEPRZETWORZONE JEDZENIE. RUCH. SZACUNEK DO WŁASNEGO CIAŁA. POKOCHANIE SIEBIE, TAKIM, JAKIM SIĘ JEST.
(To wszystko wdrożone w życie sprawi, że nasze ciało samo pójdzie za tym co dobre. Dostosuje się do zdrowych zmian i po pewnym czasie samo pozbędzie się nadmiaru tkanki tłuszczowej. Człowiek jest z natury szczupły.)
Nie warto żyć w jedzeniowej obsesji. Takie coś przynosi zniewolenie. Czyni człowieka ograniczonym umysłowo i duchowo.
Każdy dzień jest dobrą okazją, by coś zmienić. Zrobić choć maleńki krok ku dobru.. Nikt nie zrobi nic za nas. Żadne gadanie nie pomoże. Trzeba działać. Bóg uczynił nas wolnym. Sami musimy zapracować sobie na niebo.
piątek, 23 maja 2014
Dotyk normalności
Dawno mnie tu nie było. Odwyk od internetu to wspaniała rzecz. Nagle okazuje się, że człowiek ma mnóstwo czasu, który może naprawdę pięknie spożytkować. Śmiem twoerdzić, źe komputer to największy pożeracz czasu, nie zapomniając przy tym, iź równie dobrze można go wykorzystać użytecznie.
Życie zaskakuje mnie bardzo. Spełniają się marzenia. Te małe i większe jeszcze. Wciąż jednak pracuję nad spełnieniem SZCZEGÓLNIE WAŻNEGO - wyzwolenia z zaburzeń odźywiania. Bo choć poza problemem z jedzeniem w moim życiu naprawdę mnóstwo rzeczy jest źródłem radości, to tutaj nie jest tak kolorowo. I często żarcie przysłania mi to, co dobre i piękne.
Od dwóch miesięcy obżeram się średnio 1, 2 razy w ciągu tygodnia. Zdarza się i 2-3 dni pod rząd. Czasami są to ataki naprawdę bardzo silne, kiedy mój organizm reaguje różnymi bólami, niezdolnością do wysiłku fizycznego, biegunką i naprawdę ostrym osłabieniem, a moja dusza przeżywa wewnętrze udręki. Nie wiem, czy dobrze myślę, ale nawet gdy już moje wyrzuty sumienia słabną, bo wiem, że jestem uzależniona, tak ogromna ilość jedzenia chyba szczególnie źle działa na samopoczucie. Może zbyt duźa ilość kalorii pochłonięta naraz uruchamia w mózgu jakieś depresyjne myślenie? Czuję wtedy wielki bezsens życia. Bywa i, że przez parę godzin nie mam w głowie żadnej pozytywnej myśli.
Mimo upadków, cieszę się każdym dniem wolnym od ataków obżarstwa.
Dziękuję Bogu za:
- każdy normalnie zjedzony posiłek
- odwrócenie uwagi od sprawy odchudzania
- zaprzestanie obsesyjnego myślenia o tym, co, ile i kiedy jem
- czas, kiedy pochłonięta pracą, nauką, obowiązkami, pasjami oraz przebywanie z innymi ludźmi zapominam o jedzeniu i problemach z nim związanych
Z radością myślę o tym, że są dni, kiedy naprawdę czuję dotyk normalności.
wtorek, 6 maja 2014
Kiedy dopada mnie przymus jedzenia
Wszechogarniający przymus jedzenia, kiedy przychodzi, utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Odwraca wzrok od tego, co w danej chwili powinno być dla mnie ważne. Zmusza do ucieczki od normalnego rzeczywistego życia.
Przynosi:
- psychiczny ból - jest mi po prostu źle ze sobą
- niepokój
- uczucie drżenia w środku
- trzęsienie rąk
- wrażenie niemożności ucieczki
- brak koncentracji
- uczucie niemożność robienie czegokolwiek innego w danej chwili
wszystko inne przestaje się w danej chwili liczyć - najważniejsze jest to, żeby się najeść...
Czy mogę liczyć na to, że kiedyś przestanie mnie odwiedzać ten nieproszony znienawidzony gość?
Przynosi:
- psychiczny ból - jest mi po prostu źle ze sobą
- niepokój
- uczucie drżenia w środku
- trzęsienie rąk
- wrażenie niemożności ucieczki
- brak koncentracji
- uczucie niemożność robienie czegokolwiek innego w danej chwili
wszystko inne przestaje się w danej chwili liczyć - najważniejsze jest to, żeby się najeść...
Czy mogę liczyć na to, że kiedyś przestanie mnie odwiedzać ten nieproszony znienawidzony gość?
piątek, 25 kwietnia 2014
Tonę
Nie potrafię się ogarnąć od kilku dni. Ciągle myśli o jedzeniu nie pozwalają mi się kupić na obowiązkach. Cokolwiek zjem, chcę więcej. Każda emocja jest w stanie doprowadzić mnie do sięgnięcia po kolejną porcję jedzenia. Żołądek boli od kilku dni. Mam wrażenie, źe moja skóra napuchła.
Tonę w objęciach jedzenia... ZAKLINOWANA.
Czuję, że nie dam rady zacząć od nowa, jeśli nie zrezygnuję z jedzenia pieczywa. To mój główny zapalnik. Nie istnieje on dla mnie w normalnej porcji. Nie potrafię zjeść 2/3 kromek. Zawsze kończy się na tym, ile akurat widzę przed oczami. Bochenek, kilka bułek naraz. I właściwie to przede wszystkim nim się objadam. Nic innego mnie tak nie wciąga. To takie przykre, że "nasz powszedni chleb" z modlitwy stał się moim uzależnieniem... Zwykle nie czuję przymusu jedzenia, do momentu jak nie sięgnę po pieczywo. Chciałabym więc spróboać go nie jeść. SPRÓBOWAĆ KOLEJNY RAZ. Wiem, że to bardzo trudne. Zdaję sobie sprawę, że chleb jest zdrowy, że wcale nie jest tak, iż należy się go wyrzec w celu zdrowego odżywiania. Ale może to dla mnie dobra droga, przynajmniej tymczasowa. Jest mnóstwo innego jedzenia, które mogę jeść w zamian za nie. Nie muszę z tego powodu głodować. Być może mój organizm będzie w stanie się od pieczywa odzwyczaić, podobnie jak od słodyczy. Spróbuję. Nie wiem czy to jest do końca mądre, ale nie widzę dla siebie innego wyjścia w tym momencie.. Chcę dobrze, nie chcę krzywdzić już swojego zdrowia i marnować życia na jedzeniową obsesję.. Może tędy droga?!
Subskrybuj:
Posty (Atom)