czwartek, 9 lutego 2017

Być swoim przyjacielem

Minęły kolejne miesiące mojego życia wolnego od zaburzeń odżywiania. Z wdzięcznością uśmiecham się do samej siebie w lustrze, dziękuję Bogu - bo bez Niego to sobie nawet nie wyobrażam, co by teraz mogło ze mną być. Swego czasu, gdy jeszcze byłam w mocnym stadium choroby, starałam się dziękować Bogu, za moją wolność od obżarstwa, której jeszcze wtedy nie było, ale wierzyłam, że kiedyś nastąpi. Oczywiście ta wiara czasami była słaba i marna, a czasami może i nawet jej w ogóle nie było. Jednak wracała. Starałam się ją zwiększyć i przy sobie zatrzymać. Modliłam się o wzrost tej wiary no i przede wszystkim starałam się działać w kierunku zdrowia.

Pamiętam, jak kiedyś pewien ksiądz podczas Spowiedzi, kiedy byłam po wielu dniach ciągłego obżarstwa, powiedział mi, bym spróbowałam spojrzeć na siebie jak na przyjaciela. Wzięłam sobie te słowa mocno do serca. One były dosyć sporym krokiem na mojej drodze do zmiany myślenia.

Oczywiście człowiek powinien kochać siebie, a bez tej miłości nie da się kochać innych ludzi i Pana Boga. Cóż znaczy kochać siebie? Tu się nie chodzi o żaden egoizm, a może kiedyś bardzo temu, tak właśnie o tym myślałam. Nie da się tak jednoznacznie powiedzieć, czym jest taka miłość, jak w ogóle trudno o definicję miłości jako takiej. Jednak kochać siebie, to na pewno znaczy stawać przed sobą w prawdzie - widząc zarówno swoje dobre jak i złe strony. To znaczy troszczyć się o swój wielotorowy rozwój, to znaczy poznawać siebie i chcieć być coraz doskonalszym człowiekiem. To też znaczy - być świadomym, że jest dzieckiem Boga. I patrzeć na siebie oczami Boga. Myślę, że z takiej właściwej miłości własnej zawsze (o ile jest ona prawdziwa) wypływa równocześnie miłość do Boga i ludzi. Nie da się, by tak nie było. 

Być swoim przyjacielem, to brzmi pięknie! Staram się by moje życie było wypełnione taką właśnie przyjaźnią, choć pewnie ciągle mi do tego bardzo daleko, ale wiem, że tylko wtedy - mając takie podejście, da się życie przeżyć pięknie. Teraz patrzę w lustro i nie krzyczę już do siebie "Ty, gruba świnio, kim Ty w ogóle jesteś!", ale mówię "cześć, wiem, że nie jesteś idealna, ale dziś możesz być lepsza niż byłaś wczoraj, Bóg Cię stworzył z miłości, więc nie możesz być żadnym bublem, Twoje ciało jest Jego świątynią".

Na końcu tego wpisu pragnę z serca polecić dobre miejsce w sieci http://www.martynabanasiak.pl/
To blog, na którym można znaleźć bardzo wiele cennych treści, które pomagają w budowaniu właściwego podejścia do jedzenia.

1 komentarz:

  1. Najważniejszym w życiu jest samoakceptacja, nie ma sensu rozczulać się i zasmucać ze względu na drobiazgi. Jeśli uwierzysz w siebie, zaczniesz się rozwijać. Pozdrawiam i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń